Czy to się stało w 2017?!

Oto mamy grudzień. Pora zrobić rachunek sumienia, przeboleć wszystkie niewykorzystane okazje, wstać, otrzepać się zapisać noworoczne postanowienia i w Nowy Rok wkroczyć like a boss. Zazwyczaj podśmiewam z tych wszystkich planów, bzdurnego gadania „Nowy Rok – nowa/y ja”, ale czuję, że wyjątkowo w tym roku jest mi to potrzebne. Dlaczego? Cóż, ogólnie rzecz ujmując, rok 2017 był… słaby (z naciskiem na pierwsze pół roku). Nie był tragiczny, ale w swoim życiu miewałam już lepsze lata.

Źródło: Pexels.com

To zabawne, jak jedno wydarzenie może zaważyć na tym, co sama o sobie myślę. Cóż, akceptacja zawsze jest najtrudniejszym krokiem, ale mogę powiedzieć, że mi się udało i teraz będzie tylko lepiej. Dlatego też nie mam zamiaru się tutaj użalać nad sobą i w tym podsumowaniu chcę skupić się na tym, co było dobre. Przeszłości nie zmienię, ale to ode mnie zależy jaką jej część będę rozpamiętywać. To co? Jadziem?

 

Nowy Rok – nowa praca

To jest ten przykład, który świetnie potwierdza, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Kochałam moją pierwszą pracę, bo była przede wszystkim moją pasją. Niestety, sytuacja zmusiła mnie do jej zmiany i nagle ze statków musiałam się przestawić na gapienie się w monitor przez 8 godzin. Wiecie, co sobie pomyślałam, gdy pierwszy raz weszłam do biura na rozmowę kwalifikacyjną? „Ja pie*****, co za korpo, ja tutaj nie chcę być!”. Chyba nigdy w życiu tak się nie cieszyłam ze swojej pomyłki, a mi przyznanie się do błędu przychodzi bardzo ciężko. Owszem, nie jest idealnie, dalej mam dni, podczas których tęsknię za sześciogodzinną wachtą, ale czekałby mnie poważny dylemat, gdybym musiała znowu wybierać. Dziękuję wszystkim moim współpracownikom – jesteście najlepsi na świecie!

Źródło: Pexels.com

Asia trenerem

Chyba fitness zasługuje u mnie na oddzielny post. Wszystko przez wzgląd na to, jak wielką rolę zaczął pełnić w moim życiu. Na 25. urodziny sprawiłam sobie najfajniejszy prezent i poszłam na kurs instruktora siłowni i trenera personalnego. Dzięki temu mogłam wreszcie uporządkować swoją wiedzę i ćwiczyć efektywniej. Gwarantuję, że na tym jednym kursie się nie skończy. Marzy mi się instruktor fitness  oraz szkolenie z BOSU.

Zaczęłam częściej mówić „tak”

Koniec z babcinym trybem życia i kompleksami, że życie innych ludzi jest ciekawsze. Wszystko przez to, że dotarło do mnie, iż żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło. Z innych, czasem nieudanych rzeczy, zawsze koniec końców wychodziło coś dobrego. A to nowa znajomość, a to bardzo przydatna lekcja, czy też zabawna opowieść, którą będę mogła się podzielić z innym (już wkrótce zagości tutaj kolejna historia z cyklu „ogar roku”).

Prawie umarłam w pogo

Wstyd się przyznać, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy poszłam na festiwal. Owszem, zdarzało mi się brać udział w pojedynczych dniach, ale jeszcze nigdy nie uczestniczyłam w całości. Chyba nie muszę mówić, że tego żałuję? Najlepsze towarzystwo, świetne koncerty i… pogo. Gdy tylko rozbrzmiały pierwsze dźwięki „The Pretender” w wykonaniu Foo Fighters wiedziałam, że mam przerąbane. Pierwszy raz w życiu lewitowałam nad ziemią i miałam poważne wątpliwości co do swojego przeżycia. Dobrze, że miałam najlepszą obstawę pod słońcem i dotarłam do domu w jednym, w miarę nie zgniecionym kawałku.

Źródło: Pexels.com

Mogłabym wymienić tutaj jeszcze kilka innych rzeczy. Wybrałam jednak te, które zdominowały mój rok. Jestem bardzo ciekawa, jak wyglądał Wasz.

Drogi Roku 2017! Byłeś kłopotliwy, nie zawsze łaskawy, ale dziękuję. Dziękuję za wszystkie lekcje, radości, smutki i za ludzi, którzy są i dopiero zawitali do mojego życia.

A Wam życzę dużo pogody ducha, zdrowia, cierpliwości, miłości i szczęścia w 2018 roku!