Listopadzie! Proszę, bądź dla mnie dobry…

Gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze niedawno, której pory roku najbardziej nie lubię, to na 100% odpowiedziałabym „JESIEŃ”. Przecież kto o zdrowych zmysłach lubi tę wszechobecną deprechę i pluchę za oknem, krótsze dni, zimny i porywisty wiatr oraz poranne przymrozki? Serio! Wyjeżdżam do pracy – ciemno. Wracam – ciemno. Owszem, wiem że to ma miejsce również zimą, ale  atmosfera zbliżających się świąt oraz (dawno niewidziany) biały puch jest jakiś taki bardziej… przytulny.

Zawsze lubiłam skrajności w pogodzie: lato miało być latem, zima miała być zimą. I o ile wiosna przekupiła mnie zapachem bzu, o tyle jesień nie miała do zaoferowania nic poza kasztanami i stertą liści, w której, nie daj Boże, kryły się psie niespodzianki. Do teraz…

Własne cztery kąty…

Siódmego listopada miną 4 miesiące od mojej przeprowadzki „na swoje”. Po kilku miesiącach walki z bankami, przepisami i wszelkimi innymi absurdami polskiego prawa, wraz z narzeczonym wprowadziliśmy się do naszego wymarzonego domu. Wymagającego remontu, ale NASZEGO domu. Lato nas rozpieściło, więc z pewnym niepokojem spoglądałam w stronę zbliżającej się jesieni.

A ona przywitała mnie pięknym słońcem, kolorowymi liśćmi i poranną mgłą nad naszym stawem. Nie pierwszy raz mieszkam na wsi, ale poprzednio chyba byłam po prostu… za młoda i głupia, żeby to doceniać.  Nie wspomnę już o tym, ile czasu straciłam na bzdury, które nic nie wniosły do mojego życia. Albo jeszcze gorzej: ile czasu i siły zmarnowałam na dążeniu do jakiegoś celu zapominając o tym, żeby cieszyć się drogą.

Jesienne plany

Łatwo temu ulec, gdyż jesień nie nastraja do ruchu, nowych rzeczy i zmian. Dlatego sporządziłam listę rzeczy, które chciałabym zrobić w listopadzie. Nie są to rewolucje, ale mam nadzieję, że pomogą mi się wyciszyć i odprężyć.

Regularne rozciąganie oraz własne treningi

Od września pracuję dorywczo jako instruktorka fitness i wstyd się przyznać, ale to spowodowało całkowity regres zarówno w mojej kondycji, jak i w mobilności. Niby ten ruch jest, ale prawda jest taka, że sporo czasu poświęcam na kontrolowanie klientek. To dobrze dla nich, dla mojej sprawności już trochę mniej ;). Dlatego jak tylko stanę na nogi (bo przecież jesień bez choroby się nie liczy), startuję z własnymi treningami.

Zrobić na drutach czapkę lub szalik

Ewentualnie zabrać się za wyszywankę lub kolorowankę. Ale do tej czapki zabieram się już 3 rok. Wełna jest, szydełka są, a czapki jak nie było tak nie ma. Żal.

Czytanie książek i czasopism

Mam bardzo zły nawyk – kupuję książkę/czasopismo i bardzo często o niej… zapominam. Efekt tego jest taki, że przeprowadzka była koszmarem (kilka kartonów książek) i mam wyrzuty sumienia. Kocham czytać, ale zwyczajnie nie potrafię znaleźć na to czasu. Inaczej: nie staram się znaleźć na to czasu. Teraz zamierzam to zmienić i wreszcie nadrobić wszystkie książkowo-gazetowe. Chyba właśnie po to mam kominek w domu, aby grzać przed nim tyłek z literaturą w ręku?

 

To byłoby tyle z planów, które mam na chwilę obecną. Chętnie posłucham o Waszych. A tymczasem niczym „prawdziwa blogerka lifestylowa” uciekam do ciepłej herbaty z miodem, cytryną i imbirem oraz szczyptą cynamonu. Wszak to takie jesienne :D.